W Walencji bez zmian

31 Lip

Byłam dziś na plaży. Opalam się z godny zapału zacięciem wartym lepszej sprawy. Ale to nic. Wczoraj nawet rozpoczęłam życiowe wyzwanie pod hasłem „Biegaj w Walencji”. Sprawa jest ciężka. Podgrzewa od dołu i z góry. Wracając wyglądałam, jak po maratonie. Jednakże nie zniechęcam się nawet mizernymi efektami, nic nie poradzę na to, że gdybym miała się spotkać z lady Catlyn Stark zapewne pomyślałaby o mnie „dobre biodra, będzie rodziła zdrowe dzieci”. Oczywiście, zamierzam poświęcić się temu zadaniu, w odpowiednim czasie. Odbywam samotne spacery, szukając nowych miejsc, ale stojące obok piwko uświadamia mi, że zapewne już nie znajdę się tutaj, tak jak w Madrycie. Brak mi ludzi, z którymi mogłabym spijać cañas w niedzielne popołudnia, zamiast popijać piweczko do bloga. W każdym razie przechodziłam już któryś raz obok Cupcake Valencia, zastanowiając się, jak smakuje ten kapitalistyczny muffin rodem z „Sex and the City”. I już wiem! Za darmo! Dostałam miniaturkę owego cicha od miłej pani, która poleciła coś z różową polewą, obiecująco wskazując na ten właśnie wyrób, jako najlepszy. Już po pierwszym kęsie stwierdziłam, że to kolejny amerykański mit upadł. Gdyby owego ciasta spróbował mój zacny ojciec, rzekłby za pewne „sam cukier i barwniki, zapewne zawiera E510, E620, E111 etc.” Cóż za rozczarowanie. A miałobyć tak pięknie, po amerykańsku, po światowemu! To właśnie ten cupcake niespełniony zmusił mnie do spicia browaru. La culpable es cupcake no yo. Poza tym postanowiłam unowocześnić wyrażenie „Chodzić spać z kurami.” Ja chodzę spać tylko wtedy, gdy dzieci sąsiadki chodzą spać. Drą małe japy tak niesamowicie, że jest to coś niebywałego. I jeszcze się odbija ten polifoniczny chór od ściany i wędruje prosto do ucha. Mam do wyboru – udusić się przy zamkniętym oknem albo czytać tak długo, aż dziatwa w końcu zostanie zagoniona spać. Jest jeszcze sąsiadka, która niepokojąco często w kłótniach z rodziną, wrzeszczy coś o testamencie. No i takie to są sprawy.

Dwa pytania odnośnie kota:

1) Kiedy otwieram drzwi i wchodzę czeka pod drzwiami, a potem, jak już mnie zobaczy idzie drapać kanapę? Czy to oznaka zawodu, czy mam się bać?

2) Czego chce kot, który miauczy?

Advertisements

komentarze 2 to “W Walencji bez zmian”

  1. gonia 31 lipca 2011 @ 20:22 #

    super!

  2. gonia 31 lipca 2011 @ 20:25 #

    jeśli kot drapie w kanapę, wiedz że coś się dzieje. chce wyjść na spacer, i drapiąc myśli że się zezlościsz, wyganiając go i tym samym osiągnie swój cel. jeśli kot miałczy: chce wyjść na spacer, jest głodny, jakieś drzwi są zamknięte a chciałby tam wejść, zobaczył innego kota na swojej posesji, jest wkurwiony, chce iść na spacer.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: