Zazdrość to forma komplementu oczywiście

19 Mar

Dyskusja na temat bloga Kasi Tusk, bądź co bądź, mej imienniczki, choć ja zwykłam przedstawiać się jako Katarzyna, przypomniała mi jeden z odcinków Sex and The City. Cóż innego mogło mi się przypomnieć?

To nie był odcinek glamour, jeno a rebours, że tak powiem. Carrie zostaje zaproszona na sesję zdjęciową do magazynu, ponieważ jest już sławna, znana i dobrze ubrana, choć wciąż jeszcze nie tak bogata, jakby mogła być. Na sesji zdjęciowej ląduje po imprezie, z fajką w ustach (gdzie się podziały wszystkie te papierosy z lat 90tych?), skacowana, w dżinsach i tiszircie. Cykają jej fotkę, a potem ta fotka trafia na pierwszą stronę w wiele innych miejsc. Oglądając ten odcinek łudziłam się, że fotka ta otworzy jakiś potencjał emancypacyjny, że okaże się, że Carrie ma dystans, że potrafi się z siebie śmiać, że to zdjęcie pokaże nam true Carrie Bradshow. Elegantka na kacu, to także jest interesująca postać, nie zawsze wygładzona, przygotowana, odpicowana, ale taka właśnie złapana w obiektyw, kiedy trochę jest w niej oddechu. Ale chuja z pentelką, jak mawiają co mniej purystycznie nastawione do polszczyzny wrocławianki. Lądujemy wraz z postacią serialowego Kopciuszka na dnie czarnej rozpaczy. Smutek, żal, żenada – a więc nie będzie jakiegoś wyzowlenia się z glamouru? Tylko glam jest mój kram? No i smuteczek, duży opanował mnie i poczułam już, że te ruchy serialowe, to oskarżenie tego serialu o feminizm to bzdura na kółkach. Pozorne  wyzowlenie się jest Samanthy Jones z okowów pariarchalnej seksualności skazało ją na bycie kobietą w przebraniu mężczyzny, bo tylko taka seksualność może być widowiskowa na ekranie. No jest jeszcze Miranda i walka ze szklanym sufitem, na otarcie łez rzucona nam, feministycznym fankom serialu.

W każdym razie chodzi mi o to, że Carrie to w ogóle nędzna kreatura, która szuka księcia z bajki, bez księcia to jest raczej wiecznie nieszczęśliwa i niepełna, dla księcia rzuci fajki, przestanie kląć, pojedzie na wieś i w ogóle, może nawet nie będzie pić. To ona się zmienia dla kolejnego partnera, ale żadnen z nich nie zmienia się dla niej. I to jest w sumie smutne, że pod płaszczykiem wyzowlenia, wciąż seruwją to samo, nieswieże, patriarchalne mięsko.

Kiedy przeglądam bloga Kasi Tusk, który właśnie pokazuje, jak tu sobie zrobić life easier, czuję podobny smuteczek. Wszystko jest wyprasowane, wypastowane, banalne, kolorowo-pastelowe, ale nic ponad przeciętną. Nie wyróżniaj się, pij kawusię z kubeczka, wyglądaj miło i ładnie, nie mów nic oprócz frazesów. I tak ważne, najważniejsze jest to, jak wyglądasz. (Siedź w kącie, znajdą Cię, jak mówiła mi Babcia.)

Pisze to oczywiście sfrustrowana feministka, która powinna zająć się innymi sprawami, a najlepiej wydepliować sobie włosy na rękach, bo to właśnie uczyni me życie łatwiejszym. A wszystkie takie analizy i porównania dyktuje zarówno mi, jak i innym autorkom tekstów krytycznych żółć, zazdrość i po prostu niemożność pogodzenia się z tym, że nie jestem glamour.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: