Co mi się w głowie nie mieści

13 Kwi

Często nie mogę pojąć tego, że pewne rzeczy trzeba tłumaczyć wciąż od nowa. Nie mogę pojąć tego, jak można nie rozumieć,  że gwałt to coś innego niż pobicie, nawet brutalne (http://andrzejsienkiewicz.natemat.pl/10153,feminizm-to-tez-rodzaj-rasizmu).

Pomijam fakt, że porównywanie feminizmu do rasizmu, świadczy o tym, że ktoś kto to pisze kompletnie nie ma pojęcia o tym, jakiej używa terminologii. Nie chce mi się marnować czasu, żeby wytłumaczyć komuś, że równość nie opiera się na uniformizacji i że feminizm nie sugeruje apartheidu.

 Wprost nie chce się wierzyć, że ktoś chciałby promowania stereotypowych ról kobiet i mężczyzny, która działa na szkodę wielu mężczyzn, co niejednokrotnie sami przyznają(http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,11439825,Porter_nie_wstydzi_sie_lez.html).

 Nie mieści się w mojej pięknej czaszce, że można być ministrem sprawiedliwości i forsować określony model rodziny, podziału ról społecznych i nie wiedzieć, co to gender. To jest strasznie smutne, że wciąż trzeba tłumaczyć, że to co „naturalne” nie jest „naturalne i niewinne” tylko „kulturowe” i nie mówię tu o możliwości rodzenia dzieci, bo dzieci nie rodzą się, jak wiemy, bez udziału drugiej strony. A więc kompromis jest możliwy.

Nie rozumiem, jak można być tak krótkowzrocznym, aby nie dostrzegać problemu przemocy domowej. Jak można mówić, o ofierze przemocy, że jest sama sobie winna i że nie powinna sobie dać mordy obijać. Nie mogę pojąć, że można kogoś obwiniać za to, że jest ofiarą – jest przecież także i sprawca, jest toksyczny układ i wiele odcieni szarości pomiędzy. Wiem za to, że zdarzają się doskonale wykształcone, piękne i mądre kobiety, które są ofiarami przemocy domowej. Z ciekawością dowiem się więcej o przemocy domowej wobec mężczyzn i tu liczę na źródła od Laurii, którą pozdrawiam serdecznie.

To wszystko nie mieści mi się w głowie, po prostu. Tym bardziej, że manifestując moje nierozumienie narażam się na kpiny, bom dawno chłopa nie miała i sfiksowałam. Gwałty to w ogóle bujda, bo one wszystkie kuszą i normalnie cyckami świecą. A ja jestem po prostu feministyczną talibką, która bierze to wszystko za bardzo do siebie i nie ma dystansu.

Jedne z najciekawszych zajęć, jakie zdarzyło mi się mieć na etnologii dotyczyły folkloru, a raczej poczucia humoru i dowcipów, dykteryjek oraz anegdot, jako wypartego świata naszych problemów. Na początku nieśmiało każdy z nas powiedział kawał o Żydzie, potem  wiadomo: Cyganie, teściowe – znacie jakiś kawał o teściach? I oczywiście o biciu żony. Ha, ha, ha… to, co w kawale jest zabawą, w rzeczywistości jest lustrem, pokazuje traumę. Teściowa to osoba głupia/mądra, ale zawsze silna, mocna mamuśka, mamuśki się nie bije, żona to istota mądra/głupia, ale słaba, której się zakłada łańcuch w kuchni i niech tam siedzi, bo to jej miejsce. Niewinne dowcipy oraz powiedzenia typu „widziały gały, co brały” oraz moje ulubione „jak się żony nie bije to jej wątroba gnije” pokazuję rzeczywistość, w której wszyscy żyjemy i której tak bardzo nie chcemy widzieć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: