Czytelnicza aporia

29 Czer

Ostatnio dochodzę do takiej granicy, za którą pojawia się zmęczenie. Oto książka, na którą zacierałam ręce i cieszyłam pysk, już jest w moich rękach, już czytam, czytam i… nie chce mi się. Dojechałam do połowy Wojna nie ma w sobie nic z kobiety żeby odpocząć od Ducha Króla Leopolda. Obecnie tkwię w aporii, na półce leży i straszy jeszcze Marian Pilot z mych rodzinnych stron, a w rodzinnych stronach na łóżku porzuciłam Lidię z Kamerunu Albińskiego. Chciałabym w końcu poczuć radość z przeczytanej książki, ale wszystkie moje lektury wzajemnie się blokują. I tak Albiński, chociaż jest moim fejv oraz must heave, to się powtarza niemiłosiernie i zaraz wiem, jaka będzie puenta i mnie to męczyć zaczyna, bo on po prostu pisze te opowiadania pod sznurek. Raz mu wyjdzie super, a raz mu wyjdzie znowu to samo. I jak już zaczynam od opowiastki o biznesie w Afryce, na skraju Czarnego Lądu, dajmy na to w Soweto, to wiem, jak to się skończy. Także smutno, bo jego opowiadań z Królestwo potrzebuje kata to już nic nie przebije. Ach czemuż, no?! Toteż zachodzę od tyłu Leopolda i czytam sobie, co właściwie jest lekturą miłą, przyjemną i pouczającą wraz z elementami sensacji. Uwielbiam u Hochschilda te portrety psychologiczne, tę nutkę sensacji w powietrzu i ten cięty komentarz pod koniec każdego rozdziału, a jednak utknęłam w połowie i skończyć nie mogę. Przeraża mnie fakt, że oni naprawdę (te Conrady, te Casementyi inne się tam mogły spotykać a ich drogi krzyżować) tam byli i TO widzieli, ale jednak podstępny, siedzący na tronie i zjadający babole król Leopold mnie jakoś nie drażni, widzę tutaj raczej obsesję i zimne hole belgijskich pałaców. Odrywam się więc i lecę w rodzinne strony, gdzie męczą mnie jednak opowieścią chłopską niczym z listy lektur na zajęcia do Etnografii Polski, gdzie można było sobie łyknąć taką lekturę o niedoli chłopa polskiego. Ja tam zawsze wolałam opisy Bystronia o tym, kiedy, jak i dlaczego (lub dlaczego nie) chłop się myje. Także czytam Cię Pilocie, nie myśl sobie, ale czekam na jakąś krwawą jatkę i rozprawę z historią lokalną i globalną. No a wojna, wojna i kobiety. Pół książki zeszło szybciutko, same nowości i zaskakujące relacje, ale potem znów dopada powtarzalność, ten sam patriotyzm, zapatrzenie, ta sama narracja weteranek i męczy to. Męczy to, bo tu nic się już nie da dodać. Kobiety były – od praczek po lotniczki – te, które przeżyły nareszcie mówią o wojnie, ale czy ich relacje różni się od wyznań weteranów? Wcale nie jestem tego taka pewna.

I tu wstyd się przyznać, że na tym tle Drwal hipsterskiego Witkowskiego wypadł nieźle, jako czytadło pierwszej klasy z Jadzią na czele. Fajki, które zmokły w kałuży oraz intryga średniego sortu w tle.

Zbliża się weekend, dziś popołudniu podejmę próbę wyrwania się z czytelniczej aporii, bo to uwłacza mej intelektualnej godności.

Buziaczki!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: