Po co mi bloguś?

27 Lip

Ostatnio jedna z koleżanek zapytała się mnie, czy pisząc po hiszpańsku chciałabym przemycić coś, czego się po polsku nie da tutaj napisać.

W sumie to nie wpadłam wcześniej na ten pomysł, bo generalnie blog nie służy mi do ukrywania rzeczy. Natomiast zastanowiłam się nad tym, po co mi blog. Dlaczego piszę tutaj, a nie na czystej kartce w wordzie. Skąd tyle skasowanych blogów i tyle powrotów? Dlaczego tak bardzo lubię czytać innych i znajdować wciąż nowe blogi?

Może po prostu jestem ekshibicjonistką? Podnieca mnie to, że mój wpis czyta chociaż jedna osoba. Oczami wyobraźni widzę już siebie w wydaniu fashion lady a’la blogowe sławy, zarabiając na blogu i na tym, co za bzdury tam wypisuje. Owszem istnieją takie blog, które tak działają. Z litości nie podam linka, ale zawsze mogę się chętnie podzielić w mailu. Czasem rzeczywiście chciałabym, żeby tak było, ale już wiem, że nie będzie. Z czasem dowiedziałam się o sobie jednej z istotnych rzeczy – raczej nie uda mi się nigdy zarabiać pisaniem na życie, bo dużo mi brakuje do osób, które to robią. To nawet nie pokora, tylko smutna konstatacja faktu, że jestem małym żuczkiem.

W pełni satysfakcjonuje mnie sława lokalna. Lubię wiedzieć, że zaglądają tu moi znajomi i dziwię się jeśli ktoś trafi tu przypadkiem. Piszę dla siebie, bo to mój zewnętrzny twardy dysk, pozwala mi pamiętać i się wypisać. Wyładować, podzielić. Wiem, że nie wszystkim się musi to podobać i nie czuję z tego powodu żalu. To moje miejsce i cieszę się, że je mam. Tylko tyle.

A wersja hiszpańska? Cóż to ambitne zadanie, mające zwolnić mnie z informowania całego świata mailami, kiedy i gdzie wybieram się za mąż. Właściwie powinnam już sprzedawać bilety na ten event, którego losy robią się coraz bardziej skomplikowane ;) I nie piszę tego ze smutkiem, tylko z uśmiechem. Poza tym moja fiksacja na punkcie tego języka domaga się uzewnętrznienia, ja po prostu lubię w nim myśleć i wyrażać swoje wątpliwości. To fajne narzędzie i jest mi bliskie, jakieś takie opanowane.

W każdym razie, chciałam w sumie podziękować tym, którzy tu wpadają, bo ratują moje ego od upadku na dno otchłani. Bardzo serio się zrobiło, fuj.

Advertisements

komentarze 3 to “Po co mi bloguś?”

  1. Krowi 30 lipca 2012 @ 10:06 #

    To napiszę, dlaczego ja tu bywam może. TRACH. Jest czymś niesamowitym obserwować kogoś w literkach kogo się nie zna, ale tak trochę wydaje się, że zna się jednak. Czytając Cię Iz (no sorry za Iz, ale inaczej jakoś nie wiem jak się zwracać) widzę, jak może się zmienić na przestrzeni lat człowiek. Kosmiczna metamorfoza – czytasz czasem siebie sprzed dziesięciu lat?

    A co do blogów – Sam bym znowu pisał, ale przeszkoda jest wielka – dwudziestoczterogodzinna doba. O te dwie, trzy godziny zbyt krótka. Pozdrawiam zza światłowodu.

    • lady_pasztet 30 lipca 2012 @ 10:20 #

      Krowi! Bardzo miło mi to czytać i bardzo żałuję, że nie zachowała się nigdzie gwel.blog.pl bo to dopiero byłaby lektura! W każdym razie miło mi, że zaglądasz i że może to jakoś się rozwija i jeszcze będzie lepsza ta pisanina. A odnośnie braku czasu – czasem może jednak znajdziesz czasem chwilę, sam wiesz, jak to pozwala zrzucić coś z wątroby. Serdecznie ściskam Cię Krowi Bogu!:)

  2. Iskra 2 sierpnia 2012 @ 12:02 #

    Ja już pisałam, czemu zaglądam, to się nie będę powtarzać (-; Co do hiszpańskiego, to Cię rozumiem – uczyłam się 3 lata i planuję kontynuację – jak tylko czas mi na to pozwoli. I nie zgadzam się z Krowim – doba nie jest za krótka o 2-3 h, tylko o jakieś 24, wzdech.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: