Nie jest łatwo być tredni

4 Gru

Szał marek

Szał marek by Madamska

Teraz jest trendi mieć bloga. Najlepiej o modzie. Albo o lajfstajlu. O kosmetykach. O modzie, urodzie i kosmetykach to już kombo. Prekursorką jak wiemy, była moja imienniczka z S(o)potu.

W gruncie rzeczy, uważam, że fajnie jest mieć blogaska o czymkolwiek. Blogerzy powinni zarabiać na swoich blogach. Jeśli  prowadzą je w sposób profesjonalny, a ich komunikat jest spójny, to czemu nie, do cholery? Podglądam blogi naprawdę od dawna, także widzę, jak zmieniała się blogosfera. Nie myślę o sobie i swoim pisaniu w kategoriach zamieszczania „contentu”, ale nie widzę nic złego w tym, że ktoś tak robi.

Blogi dotyczące modny oraz ubierania się są jednak kopalnią fascynujących tematów. To nie tylko opowieści o szafie, zakupach oraz kosmetykach, ale także o stylu życia, jaki owa ta czy inna stara się sprzedać swoim czytelniczkom. Fajna platforma dla biznesu. Natomiast przyglądając się rzetelnie temu, co tam się dzieje można naprawdę oddalić się w rejony głębszej refleksji na temat lustra. Tego typu blogi są zarówno lustrem dla prowadzącej jak i jej czytelniczek, które się w niej przeglądają i zastanawiają się, czy kiedyś też będą takie fajne. Rzecz jest i prosta i trudna zarazem. Śmiem twierdzić iż, daje to złudzenie, że życie jakie prowadzi blogerka to cud, miód i latte na mleku sojowym. Ma być fit, modnie, smacznie, lekko, dietetycznie i w gruncie rzeczy bezosobowo. Popijasz sobie to latte w modnych kozakach za kilka tysi, bo imponujesz wszystkim dookoła, że przede wszystkim masz kozaki za kilka tysi i ciekawe życie. Ciekawość tegoż życia, ma być atrakcyjna dla innych – niekoniecznie dla Ciebie, bo w końcu Ty (oby!) znasz prawdę na temat jakości i wartości swojego własnego życia. Ale za to inni, być może naiwni albo przekonani o Twojej szczerości obserwatorzy łykają jak małe rybki cały ten lajfstajl rodem z amerykańskich seriali o wielkim szczęściu. To trochę jak spróbowanie muffina czy cupcake’a po tym, jak się widziało, że jedzą to Carrie, Miranda i Samanta. Takie lukrowane „życie” ma pewien urok – wydaje Ci się mianowicie, że ktoś spędza cały dzień w stylowych ciuchach, kupując kolejne ciuchy, za pieniądze, które dostało za pokazanie innych ciuchów. Czyż nie jest to kusząca wizja? Dla mnie jest.

Ten właśnie plastic is fantastic można podejrzeć u wielu, chociaż są i perełki i będę bronić co poniektórych, bo mają fajne pomysły na siebie. Nie chcą być, bynajmniej modelką z Zary, ale kimś, kto ciekawie wygląda. Znam, rozumiem, popieram – sama lubię fajne ciuchy, ale nie zamieniłabym garderoby na mózg. Bynajmniej nie chcę tutaj obrzucać błotem osób, które przywiązują wagę do stroju. Podziwiam, szanuję i adoruję takie jednostki, choćby dlatego, że mnie samej czasem brakuje polotu, stąd wiem, że konsekwentne ubieranie się to jest duży wysiłek. Wręcz zielenieję z zazdrości na widok wyszperanych przez przyjaciółki cudów, łupów wypatrzonych w tłumach wieszaków, stert butów i torebek. Ja tej umiejętności nie posiadam, niestety, skazana jestem na łupy innego rodzaju. Lubię rzeczy z duszą i metką i nie widzę w tym nic złego. Moje ukochane ciuchy, buty i torebki są ze mną latami. Do niektórych dorastam, z innych wyrastam, ale lubię właśnie to, że nie są jednorazowe.

Moje to znaczy, takie, że jak się ustawię z koleżanką na kawę to ona mi powie „Poznałam Cię po butach.” To jest według mnie fajne, ale każdy ma swoją definicję „fajności” – dla niektórych jest to katalog z Zary. Dla innych to, co same zrobią i czym sobie ciuch doprawią. Jeszcze inne to Super Szperaczki, które znajdą w lumpeksie o wielkości hangaru lotnicznego same cuda. Jeszcze inne są kopalnią pomysłów oraz niezwykle uzdolnionymi dilerkami butów, torebek, sukienek, które przechodzą z ich rąk do rąk, czasem nawet – co jest niezwykle miłe – trafiają i w moje ręce. Są jeszcze inne, które poznałabym po czerwonych ustach i męskim, garniturowym stylu. Ale wiem, że to dla nich dodatek do życia, a nie życie samo w sobie. Mają jeszcze inne zajęcia i to jak dla mnie pozwala zachować pewien dystans. Są blogi, które taki dystans zachowują i takie, które nie mają go za grosz. Tych za grosz nie kupuję ja.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się w przypadku blogerek modowych czy szafiarek albo szafiarzy mówi. Można im zazdrościć barterów, ale czy ktokolwiek pozazdrościłby im tego całego błota, jakie na pewno na nie spływa? Owszem, sama się uśmiechnę a czasem nawet pośmieję z prezentowanych kreacji, ale po chwili refleksji wydaje mi się, że nie chciałabym czytać tego, co pewnie każda z nich czyta. W kraju nad Wisłą, gdzie mury zdobią antysemickie i rasistowskie napisy, trzeba mieć sporo odwagi, żeby ubrać się lub zachowywać inaczej. Do dziś jestem pełna podziwu dla strasznie przystojnego, lecz jak dla mnie nazbyt chudego chłopaka, który przechodził przez pasy w okolicach Starego Browaru. Był świetnie ubrany i obuty w moje ukochane buty marki United Nude. Kobietom w tej kwestii wybacza się więcej,  także raczej nie narażą się na głośne komentarze. Nie wiem, jaką te pasy miały długość, ale zdążyłam usłyszeć: „Pedał, ciota, baba, chujek kolorowy…” a zapewne było tego więcej. W każdym razie gratulowałam mu odwagi, bo zaiste ciężką miał drogę z punktu A do punktu B.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: