O kobiecości, siostrzeństwie i durnych oczekiwaniach publiczności

30 Paźdź

Celebracja kobiecości. Kobiecość ma swoje świątynie, ołtarze, ma również swoje wyznawczynie. Byłam wczoraj na pro kobiecym spotkaniu i sama się zastanawiam, co to właściwie oznacza. Spotkanie miało być wspierające, pokazujące, iż sobie radzimy, jesteśmy fajne, samodzielne, dobrze zarabiamy, a jak jeszcze dobrze nie zarabiamy to aspirujemy. Nie wiem, doprawdy nie wiem, co o tym myśleć. Była fajna rozmowa z jedną i drugą panią, stawiane za wzór odpowiadały na pytania prowadzącej. Była całkiem sympatyczna atmosfera, ale i tak najważniejsza okazała się część poświęcona losowaniu wizytówek – po której nagrodzone panie dyskretnie się wymknęły. Tak to już jest, powiedzą ludzie z doświadczeniem. Ale czy nie da się chociaż chwilę zostać i pogadać? Czy rzeczywiście nie ma o czym? Też się zmyłam, tyle, że ja byłam w pracy.

Ostatnio jeden ze znajomych skomentował moje rewelacje na temat tego, że jest mnóstwo feminizmów i każdy się od siebie różni i że wcale nie zawsze udaje się dogadać (co wydaje mi się zupełnie normalne, kiedy patrzę na inne formacje polityczne i ideologiczne), że faceci, wiadomo – mogą się nie lubić, ale wódkę razem wypiją i potem już jest spokój niezależnie czy prawica czy lewica. A baby, wiadomo, skaczą sobie do oczu i wyrywają włosy.

Nie wiem, skąd to przekonanie. Mnie nikt do oczu nie skacz, a włosy raczej komplementuje. Nie czuję potrzeby, żeby zwalczać poglądy, z którymi się nie zgadzam np. że prawdziwe lewicowe feministki powinny nie jeść mięsa. Ze względu na to, z jakiej pochodzę rodziny, jakie wartości zostały mi przekazane, wierzę w przedsiębiorczość i biznes. Bliżej mi do Kongresu Kobiet, chociaż widzę w nim mnóstwo pułapek niż do niektórych postulatów lewicowych feministek, które bronią innych interesów. Dostrzegam te interesy i uważam, że to ważne, żeby te dwa światy się spotykały i przenikały. Wystarczy próbować się zrozumieć, to już jest dużo.

Kobiecość nie musi być czymś, co należy wspierać i pielęgnować. Nie musi być namacalna, może być związana z emocjami, z ciepłem, ze wspomnieniami, o których dziś rozmawiałam z Dagą. O obrazach malującej się mamy, która wychodziła na imprezę, o tym całym rytuale szykowania się, przygotowania, poświęcenia sobie chwili. To nie musi być obowiązek, wcale nie trzeba tego robić, ale można. Ja uwielbiałam siedzieć w łazience i patrzeć, jak moja Mama się maluje. Czułam się wtedy dobrze, bezpiecznie. Fascynowało mnie to. Lubię to do dziś. Co więcej, lubię swoje podobieństwo do Mamy. To, że nosimy korale, że podobają się nam podobne buty ale i książki. Mamy w sobie punkty styczne, ale jednak się różnimy.

To dlatego myślę sobie, że nieprawdą jest, że kobiety nie potrafią się ze sobą dogadać. Potrafią, może nie zawsze chcą. Mogą pić przy tym wódkę. Ale nie wiem też, dlaczego oczekiwania wobec tzw. kobiecych środowisk są inne. Otoczone mgiełką przyjaźni, siostrzaństwa, otulone kobiecym ciepłem. Kiedy się okazje, że tak nie jest i że wcale nie musimy się ze sobą zgadzać i się wielce przyjaźnić to pojawią się głosy o skłóconych, histerycznych babskach. Dziwi mnie to bardzo i tyle.

Właściwie – nie wiem do końca, co piszę, bo trochę przeskakuję pomiędzy snem, artykułem z gazety, powieścią a własnymi refleksjami. Także jakby się nie trzymało kupy, to wybaczcie.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: