Na szybko o Kongresie Kobiet 2014

11 Maj

Wracam z Kongresu Kobiet. Nabuzowana. Pełna energii, zainspirowana i coraz bardziej przekonana o tym, że chcę włączyć się w politykę. Politykę, którą rozumiem, jako działania na rzecz zmiany społecznej i obyczajowej. Wierzę, jestem przekonana o tym, że jest te zmiany kiedyś nastąpią, a to, co widzę w otaczającej rzeczywistości napawa mnie raczej optymizmem. Oczywiście, jest jeszcze wiele spraw do załatwienia i to są sprawy konkretne: aktywne wspieranie macierzyństwa oraz działanie na rzecz rodzin, niezależnie od tego, czy są tradycyjne czy nie (o ile takowe istnieją); domaganie się równej płacy za tę samą pracę; możliwość decydowania o swojej prokreacji, z czym wiąże się edukacja seksualna oraz dostęp do opieki medycznej i większe zrozumienie, że „Na aborcję nie idzie się jak na kawę.”; równe prawa dla środowisk LGTB, które wciąż są w dyskryminowane i atakowane mową nienawiści. Mogłabym jeszcze długo wymieniać.

A teraz wymienię co możemy zrobić: musimy angażować się w ambitne projekty, śmiało chwalić się swoimi osiągnięciami oraz nie dać sobie ich odebrać, mówić o naszych doświadczeniach związanych z własnym ciałem i tym, jak dotykają nas przejawy seksizmu, musimy być pracowite i wytrwałe w działaniu, musimy nauczyć się współpracy oraz wspierania innych kompetentnych kobiet. Potrzeba nam otwartości i chęci zrozumienia dla innych kobiet oraz mężczyzn. Rozmawiajmy, kłóćmy się, dyskutujmy, dajmy sobie szansę.

Jestem zapewne naiwną idealistką, jakby ktoś to powiedział „kawiorową feministką”, nic o życiu nie wiem i latam na miotle. Na sabaty a czasem i na kongresy.

Zmęczona i szczęśliwa, idę do wanny. Poczytać jakiś kryminał. O Kongresie będzie jeszcze nie raz.

Reklamy

Prymuski patriarchatu, a ich szeregach Beyonce

8 Maj

Ja tak tylko na chwilę. Walizka już czeka na lot z Wrocławia do Warszawy, bo jadę z koleżankami na Kongres Kobiet. Cieszę się bardzo na ten wyjazd, bo nie dość, że to będzie baski wyjazd, a ja z takich zgromadzeń czerpię bardzo dużo energii, to w dodatku program kongresu jest bardzo interesujący i na pewno będzie to intensywny wyjazd.

W międzyczasie polecam Wam dwie rzeczy:

1. Tekst z bloga Dziennik Frazeologiczny o prymuskach patriarchatu, które szkolą i trenują następne pokolenia kobiet. Tekst bardzo dobry i przenikliwy. Można w nim odnaleźć wiele trafnych spostrzeżeń na temat tego, jak same siebie strofujemy, coby nie wypaść z roli. Spódniczki nie mieć za krótkiej, ale też nie za długiej. Jak balansujemy pomiędzy zbyt zadbaną dziwką, a zaniedbaną feministką.

2. Ilustracja do tekstu: klip Beyonce „Pretty Hurts”.

 

Zamiast bezsensownie kłapać dziobem radziłabym się przyjrzeć karierze zarówno Beyonce jak i Shakiry. One nie wzięły się z powietrza, to wytrenowane żołnierki biznesu urody. To, co w klipie Beyonce najmocniejsze to sam koniec, także radzę obejrzeć do końca. Myślę, że takie osoby mają niezwykły wgląd w to, jak wygląda przemysł urody, bo przeszły w nim wszystkie szczeble. To, że piosenkarka, która zarabia na urodzie jest krytyczna wobec tego biznesu jest wg mnie bardzo, ciekawym wątkiem, który pozwolę sobie rozwinąć kiedy indziej.

 

Jak na razie, życzę sobie owocnego Kongresu, a Wam czego tylko chcecie.

Rodzina tradycyjna – a co to takiego?

4 Maj

Macie czasem wrażenie, że mieszkanie w innym państwie niż politycy, którzy nas reprezentują? Ja mam stale takie wrażenie. Czytam sobie newsy i konfrontuję je z tzw. doświadczeniem życia codziennego. Wpadam w konfuzję. Nawet na majówce.

Na majówkę wbili dawno nie widziani znajomi, jeszcze z czasów liceum. Teraz jedna para ma dziecko, inna ma psa, inna jeszcze nie ma nic. Wszyscy po studiach. Żyją, pracują, dobrze się mają. Spędzamy razem czas, trochę grill, trochę chill. A ja się zastanawiam, jaki patriarchalny model rodziny widzi minister Królikowski? Gdzie on tę rodzinę tradycyjną chowa?

Mam wielkiego newsa – jej już dawno nie ma. Mimo, że obecnych na imprezie panów trzeba było momentami energiczniej namawiać do sprzątania niż część damską, to jednak bez większych oporów działała komuna. Wszyscy się ładnie podzielili i zorganizowali. Rodzice małej dwulatki nawzajem wymieniali się obowiązkami, a kiedy to mama musiała pojechać na kilka godzin do pracy rano, to bez żadnych ceregieli został z nią tata i dawał sobie wyśmienicie radę. Nie obyło się bez tradycyjnych narzekań, że lepiej by było, gdyby mąż koleżanki więcej pracował a mniej gotował. Okazało się, że jedna z par ma uzgodniony podział obowiązków i dzielą się nimi od lat. Faceci dbali o swoje partnerki, partnerki dbały o facetów.

Żadne tam feministki, normalne kobiety. Faceci też nie feminiści, bo jak wiadomo w naszym kraju trudno spotkać kogoś, kto by się przyznał do bycia feministką, a co dopiero feministą. Tyle, że praktyce, bez nazwy przed, którą niektórzy się wzbraniają tak to działa. Tak właśnie wygląda współczesne partnerstwo, przynajmniej wśród moich heteroseksualnych, białych znajomych.

System od środka rozsadziły zmiany społeczne, o których nie śni się ministrowi Królikowskiemu ani Jarkowi Gowinowi. Nie mówiąc już o kościele. Oczywiście, znajomi są wierzący i praktykujący lub wierzący i niepraktykujący. Nie wiem, przed czym tak zaciekle broni ich Kościół, w który wierzą. Przed czym chce ich ochronić Jarosław Gowin. To oni mają potencjał tykającej bomby wpuszczonej do świątyni.

Za inspirację dziękuję autorce „Najlepszy blog na świecie”, bo spojrzałam dookoła. ;)

 

%d blogerów lubi to: