Tag Archives: kongres kobiet

5 kobiet, o których pewnie nie macie pojęcia (a tak naprawdę to 10)

14 Maj

Zapewne wszyscy dookoła mają już dość mojego marudzenia na temat braku czasu, ale mam wrażenie, że codziennie jest go coraz mniej. Trudno mi sobie wyobrazić, że ten czas dzieliłabym z kimś. Póki co sama się ze sobą nie wyrabiam.

Dzisiaj, spóźniona, cykliczna (choć często niestety nie tak cykliczna, jakbym chciała) notka z cyklu 5.

Najpierw wstęp: osoby, o których napiszę zaraz wystąpiły na Kongresie Kobiet. Nigdy wcześniej nie słyszałam o trzech z nich, chociaż jedną z tej czwórki kojarzę. Media rzadko o nich piszą, bo lepiej pisać o czymś innym i ciekawszym. Jeśli jest jednak coś, za co lubię różnego rodzaju imprezy, które inni pewnie uznaliby za stratę czasu, to za potencjał zaskoczenia. Otóż lubię być pozytywnie zaskakiwana. Tak było, kiedy z dziewczynami z którymi teraz byłyśmy w Warszawie na Kongresie, pojawiłyśmy się na konferencji Diversity Index, gdzie o projekcie Migam.pl opowiadali jego twórcy Przemek Kuśmierek oraz Sławek Łuczywek. Spadła mi wtedy szczęka, bo nie wiedziałam, że w ogóle istnieją tego typu inicjatywy oraz ludzie, je współtworzący. To właśnie takie „tracenie czasu” w terenie na różnych eventach uważam czasami, za najcenniejsze, bo to daje super zastrzyk energii i motywację do działania. Podobnego kopa dał mi ten panel, o którym będzie teraz.

Wbrew temu, co często mówią same organizatorki Kongresu Kobiet, dla większości kobiet z tzw. terenu, czyli z małych miast czy miast mniejszych niż Warszawa, a nawet ze wsi informacje o tym, że należy być pewną siebie, ambitną, realizować siebie zarówno w pracy jak i w domu i w ogóle wprowadzać partnerstwo w życie – to nie jest dla mnie ani dla moich koleżanek nowość. Trochę ziewamy, kiedy po raz kolejny ktoś opowiada o tym, jakie powinnyśmy być przebojowe. To my już jesteśmy, wielkie dzięki, jakby to powiedział Cezary Michalski – ośmielone.

O wiele bardziej interesujące, są spotkania z kobietami, do których powinni docierać dziennikarze i dziennikarki, a jednak nie docierają. Tak było we Wrocławiu podczas Dolnośląskiego Kongresu Kobiet, gdzie serca obecnych na sali porwała pani Barton i jej opowieść o początku biznesu. Teraz było w pewnym sensie podobnie. Na scenie siedziały kobiety, które naprawdę miały się czym pochwalić. Oto one.

Pierwsza od lewej:

1/ Profesorka Agnieszka Zalewska – naukowczyni, fizyczka od 1 stycznia 2013 jest przewodniczącą Rady CERN. Opowiadała spokojnie o swojej pasji, a z niewielkiego zeszytu odczytywała konkretne rady. Przede wszystkim angażowanie się w ambitne, międzynarodowe, różnorodne projekty. Elastyczność dla naukowczyń, które wychowują dzieci (halo, mamy XXI wiek i istnieje Skype). Ujęła nas swoim poczuciem humoru oraz wyznaniem, że w jej domu nikt nie faworyzował jej brata i że zapewne to pomogło jej osiągać cele. Mówiła o tym, żeby stawiać na kompetencje a nie na płeć. Nawet takiemu laikowi jak ja, mówi coś nazwa Europejska Organizacja Badań Jądrowych, tym bardziej jestem dumna, że profesorka Zalewska jest nie tylko pierwszą kobietą, ale pierwszą naukowczynią z tego regionu Europy na takim stanowisku.

2/ Doktorka Maria Siemionow – lekarka chirurgii, która wykonała czwarty na świecie i pierwszy w USA udany przeszczep twarzy u pacjentki, która została postrzelona. Podobało mi się to, jak mówiła o tym, że sukces to przede wszystkim ciężka praca i wiele lat cierpliwości. W czasach, kiedy oczekujemy, żeby wszystko przychodziło nagle, jest to wielka lekcja pokory – 20 lat pracy. Zapewne niełatwych i obfitujących w porażki. Miło jest słuchać osoby, która mówi o tym, że zapracowała na swój sukces, na swoje laboratorium i się w związku z tym nie kryguje. Opowiada o tym, jakie stworzyła zasady w swoim miejscu pracy i że póki co, tylko jedna osoba zrezygnowała ze stażu u niej. I był to mężczyzna.

3/ Grażyna Ginalska – jedna z czwórki kobiet, z zespołu które stworzyły sztuczną kość, specjalnie linkuję do wiki, żeby można było sobie zobaczyć ile jest o kobietach z tego zespołu. Hasło to „sztuczna kość”, a nazwiska naukowczyń i odkrywczyń nie zostały odrębnie podlinkowane. Spójrzcie teraz na hasło (moje ulubione!) Marcin Kydryński i porównajcie sobie jego wkład współczesny świat. Czy to nie mówi czegoś o naszym świecie? Pani Grażyna wspominała o tym, że mężczyźni, z którymi pracowała próbowali zagarnąć jej zasługi. Na pytanie z kim woli pracować odpowiedziała rezolutnie „Kobiety są pracowite… wolę pracować z kobietami, po pracują po prostu!”. Ostrzegała przed pauperyzacją, która grozi nauce, jeśli pojawi się w niej więcej kobiet, tak jak stało się z nauczycielstwem. Zostały tylko nauczycielki.

4/ Kamila Sidor – współzałożycielka i krzewicielka idei Geek Girls Carrots, czyli miejsca, gdzie wszystkie technologicznie zakręcona dziewczyny mogą znaleźć bratnie dusze i nauczyć się czegoś nowego. Nie tylko programowania, ale także współpracy w ramach networkingu. Na samym kongresie było widać, jak mało potrafimy w tym zakresie. Oddzielne grupki kobiet, które obdarzają się niby uśmiechem, ale nie nawiązują znajomości. Ciężko jest nam to zrobić, mnie także, chociaż uważa się mnie za osobę kontaktową. Podziwiam Kamilę za to, że się podjęła tego przedsięwzięcia i że przede wszystkim mówiła o społecznej sile takich projektów. Kibicuję!

5/ W tle jest nasza szóstka, chociaż jej nie widać, za to widać kongresowe balony. Nie chcę obsmarowywać moich koleżanek, bo pewnie nie chcą się afiszować na blogusiu, ale powiem Wam – świetne są to dziewczyny. Bardzo różne. Oj nie zawsze gładko idzie nam dyskusja. Ale jesteśmy zaangażowane, ciekawe, mamy swój głos. Chcemy się dowiadywać więcej i więcej, spotykać ciekawych ludzi. Zmieniać myślenie naszych środowisk. Czasami obrywamy chamskim tekstem. O kawiorowym feminizmie i mężach, którzy nam dają pieniądze, abyśmy się woziły po kongresach. Tego typu postulaty obnażają ich twórców. Dzieli nas trochę lat, ale ja tego nigdy nie czuję. To towarzyszki, z którymi bosko spędza się czas. Piąteczka dziewczyny, ściskam mocno!

Tym, którzy dobrnęli – serdecznie gratuluję. Już niedługo nowy layout bloga, będzie się lepiej czytać.

 

Na szybko o Kongresie Kobiet 2014

11 Maj

Wracam z Kongresu Kobiet. Nabuzowana. Pełna energii, zainspirowana i coraz bardziej przekonana o tym, że chcę włączyć się w politykę. Politykę, którą rozumiem, jako działania na rzecz zmiany społecznej i obyczajowej. Wierzę, jestem przekonana o tym, że jest te zmiany kiedyś nastąpią, a to, co widzę w otaczającej rzeczywistości napawa mnie raczej optymizmem. Oczywiście, jest jeszcze wiele spraw do załatwienia i to są sprawy konkretne: aktywne wspieranie macierzyństwa oraz działanie na rzecz rodzin, niezależnie od tego, czy są tradycyjne czy nie (o ile takowe istnieją); domaganie się równej płacy za tę samą pracę; możliwość decydowania o swojej prokreacji, z czym wiąże się edukacja seksualna oraz dostęp do opieki medycznej i większe zrozumienie, że „Na aborcję nie idzie się jak na kawę.”; równe prawa dla środowisk LGTB, które wciąż są w dyskryminowane i atakowane mową nienawiści. Mogłabym jeszcze długo wymieniać.

A teraz wymienię co możemy zrobić: musimy angażować się w ambitne projekty, śmiało chwalić się swoimi osiągnięciami oraz nie dać sobie ich odebrać, mówić o naszych doświadczeniach związanych z własnym ciałem i tym, jak dotykają nas przejawy seksizmu, musimy być pracowite i wytrwałe w działaniu, musimy nauczyć się współpracy oraz wspierania innych kompetentnych kobiet. Potrzeba nam otwartości i chęci zrozumienia dla innych kobiet oraz mężczyzn. Rozmawiajmy, kłóćmy się, dyskutujmy, dajmy sobie szansę.

Jestem zapewne naiwną idealistką, jakby ktoś to powiedział „kawiorową feministką”, nic o życiu nie wiem i latam na miotle. Na sabaty a czasem i na kongresy.

Zmęczona i szczęśliwa, idę do wanny. Poczytać jakiś kryminał. O Kongresie będzie jeszcze nie raz.

I Dolnośląski Kongres Kobiet, czyli warto być dziewczynką

17 List

Fejs się mnie pyta, o czym myślę. Nie odpowiem mu.

Schodzi ze mnie Kongres. Schodzi ze mnie wczorajsza całonocna impreza. Jestem w stanie błogiego zmęczenia, a moje myśli snują się powoli niczym mgła na trasie Wrocław – Syców. Podobało mi się bardzo na I Dolnośląskim Kongresie Kobiet. Podobało mi się z wielu powodów i postaram się je tutaj wymienić, chociaż pewnie nie uda się wszystkich.

Faceci uwielbiają podkreślać, że nawet jak się ze sobą nie lubią to mogą być dla siebie partnerami a to do rozmowy, a to do wódki. A kobiety nic tylko by rywalizowały i ciągnęły się za włosy. Jak dziewczynki. Nikt nie chce być dziewczynką. Dziewczynki są trochę rozczulające, a trochę śmieszne. Ale wczoraj czułam się dziewczynką, szczęśliwą, emocjonalną i spełnioną. Wzruszały mnie twarze kobiet, które znam, bo to było dla mnie bardzo ważne, że są na tej sali. Nie ze względu na mnie, ale dlatego, że właśnie jesteśmy tutaj razem. Wspólnie. Tej wspólnoty czasem mi brakuje, a teraz zgromadziłam jej zapasy. Było mi to potrzebne bardzo i ta mała dziewczynka we mnie cieszy się, że tak jest. Były na sali także inne kobiety, takie, których nie znam, ale pilnie je obserwuję i było dla mnie silnym przeżyciem, że tutaj i teraz są na tej sali, na której jestem ja. Niech będzie, że to infantylne mam to gdzieś.

Wspaniale było słuchać Agnieszki Kozłowskiej – Rajewicz, która spławiła pana rektora, o którym śpiewa zespół Kury „Jaja to zdwojone Ja”. Barbara Labuda zdobyła moje serce swoim praktycznym podejściem do tego, jakie ma rady dla kobiet w polityce. Bo właśnie faceci się napiją, a potem dogadają. Dlatego nie należy pić, bo to ich reguły gry, a alkohol jak sama dobrze sprawdziłam wczorajszej nocy – w nadmiarze szkodzi. Wanda Nowicka mówiła o tym, że tak naprawdę to my możemy wywierać wpływ na to, czym zajmują się politycy w komisjach i podkomisjach – wystarczy robić coś, co wszyscy doskonale umiemy – pisać i klikać „wyślij”. Maria Pawłowska wspaniale uchwyciła, to, że jak ktoś mówi „z natury” to znaczy, że zaraz trzeba będzie nadstawiać ucha w oczekiwaniu na jakiś nonsens. Dorocie Warakomskiej chciałam podziękować za to jak stoi na scenie. Pewnie, mocno, na dwóch nogach i to jest takie „sprawcze” jak mało co. Jestem oczarowana tą postawą w sensie dosłownym i tak będę stała i się wygonić nie dam… :) Generalnie nie było panelu, który nie zrobiłby na mnie wrażenia, bo wszystkie zaproszone panie miały coś wspaniałego do powiedzenia i do podzielenia się. Historia pani Barton opowiedziana wspaniale, prosto, zabawnie i tak jakoś bardzo naturalnie może inspirować każdego, bez względu na płeć. To, że da się działać w polityce i robić to skutecznie, czyli Jolanta Barska i jej opowieść o tym, jak wykorzystać posiadaną władzę to było coś. To po prostu było coś wielkiego. I pani Kucharska-Dziedzic, jestem absolutną idolką jej sposobu opowiadania i przekonała mnie do przeczytania „Trylogii” Sienkiewicz, czego nigdy nie zamierzałam w życiu robić.

Owszem, pewnie jakaś maruda stwierdziłaby, że to nie było nic odkrywczego, że wszystkie znamy te historie. I co z tego, że je znamy. Czy zawsze musimy być przygotowane na szóstkę i mieć ciekawostkę w zanadrzu, która da nam przewagę nad resztą klasy? Nie. Nie musimy. Możemy opowiadać sobie swoje historie, bo one są dla nas ważne. Możemy mówić o tym, co nam nie wychodzi, mimo, że się staramy. O tym, że stereotypy rządzą nami tak samo jak innymi, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i trudno jest się przez całe życie pilnować. Ale przynajmniej się staramy.

Chciałam na koniec bardzo podziękować dziewczynom z panelu „młodzieżowego”. Super było Was poznać i mam nadzieję, że nasze ścieżki będą się przecinać często i gęsto. Naprawdę czas na nas! Jak mawia szefowa Facebooka wspomnianego w pierwszym zdaniu – „Lean in”, czyli włączymy się do gry. Teraz i zaraz, jak już w nią będziemy grać to zacznijmy zmieniać jej reguły. Nie wszystko musi się udać od razu, ale bez takich spotkań na pewno będzie nam trudniej. Takie spotkania są, mam wrażenie, dla nas wszystkich komunikatem – „Nie jesteś sama. Jesteśmy z Tobą. Myślimy o świecie podobnie. Nie jesteś wariatką.” To ważne, żeby mieć zaplecze i wsparcie. Wspierajmy się. Nie musi się to wiązać z noszeniem na rękach. Po prostu dogadujmy się ze sobą, a na pewno się nam uda. Głęboko wierzę w to, że już niedługo brzydkie słowo na „F” nie będzie brzydkim słowem. Będzie powodem do dumy dla kobiet, dla wszystkich kobiet.

I na koniec – dziękuję Kasiu, że mnie wciągnęłaś. Włączyłaś do gry. Należą Ci się za to wielkie brawa.

No i lubię Was wszystkie. Bardzo :)

%d blogerów lubi to: